Po praktykach nowicjackich
Po praktykach nowicjackich

„Wszystko ma swój czas…”- jak mówił biblijny Mędrzec. Jest czas sadzenia, czas podlewania, czas wzrostu… Jest czas nieśmiałego rozkwitania, kiedy pierwsze promienie wiosennego słońca ogrzewają delikatne pączki… Chyba mniej więcej taki czas nastał właśnie na Nowicjacie. Po roku intensywnej troski o serca, w których wszystko to ma się dokonać, przyszedł moment, byśmy już jako nowicjuszki drugiego roku, spróbowały sił w zewnętrznym apostolstwie. I chociaż, jak to wiosną - słońce mieszało się z deszczem, radość z obawami, nadzieja  z wątpliwościami, siła ze słabością, to jednak wszystko miało swój sens- swoją misję do spełnienia w dalszym kształtowaniu naszych serc i naszego powołania. Teraz chciałybyśmy opowiedzieć o tym wszystkim, czego doświadczyłyśmy w ciągu minionych czterech miesięcy naszych praktyk apostolskich. Przeżywałyśmy je w dniach 2.10.2017 r.- 1.02.2018 r. na różnych placówkach naszego Zgromadzenia. Poniżej opiszemy pokrótce nasze wędrówki.


Obecnie po powrocie do Nowicjatu wraz z s. Anną, nowicjuszką I. roku, kontynuujemy nasze przygotowanie do złożenia pierwszych ślubów. To już naprawdę niedaleko… Minione miesiące spędzone na praktykach pozwoliły nam doświadczyć  „siostrzanej” codzienności, były jakby zapowiedzią tego, czym będziemy żyły. To dla nas ważne doświadczenie - by zobaczyć wokół czego (Kogo..?) najwięcej „krzątało się” nasze serce. A teraz czas na dalszą drogę - by dalej wzrastać, rozwijać się i kwitnąć…

Oto kilka słów od każdej z nas o przeżywaniu tego wyjątkowego czasu.

ZAUFANIE - s. Katarzyna Wawrzyniak - Ornontowice, Ochronka

Czas praktyk kojarzy mi się przede wszystkim z uczeniem się zaufania. Po pierwsze uczyłam się ufać Panu Bogu- że to naprawdę On postawił mnie w tym, a nie innym miejscu, że się zatroszczy, że poprowadzi, że się posłuży tym, co mam… I często tego właśnie doświadczałam- nawet wtedy, gdy wydawało się, że coś mnie przerasta - On zawsze dał tyle łaski, że wystarczyło, aby zrobić następny krok.  Kolejną rzeczą było zaufanie do ludzi. Wielkim wyzwaniem było dla mnie odważyć się wejść we wspólnotę ze swoimi słabościami, z lękiem, z niepewnością… Jednak dzięki dobroci i życzliwości moich sióstr także tę początkową trudność udało się przezwyciężyć. I w końcu - uczyłam się także ufać samej sobie- że potrafię, że dam radę, że nawet, jeśli coś się nie uda, zawsze mogę spróbować jeszcze raz… Wszystkie te doświadczenia chcę teraz wpleść w moją codzienność- żeby coraz bardziej ufać i mieć coraz więcej odwagi w podejmowaniu Bożych wezwań.

RADOŚĆ - s. Agnieszka Kulik- Bełk, Dom Pogodnej Starości

Tym, co najbardziej zapadło mi w serce po praktykach jest radość. Zwyczajna, prosta, codzienna radość. Miejsce, w którym posługiwałam raczej kojarzy się ze smutkiem- starsi ludzie, nierzadko samotni, chorzy, cierpiący… A jednak- właśnie tam odkrywałam prawdziwy smak radości. Każdy kolejny samodzielny krok, każdy uśmiech, choć czasem przez łzy, każdy żart, każda zaśpiewana piosenka, modlitwa, krótka rozmowa… Te oczywiste dotychczas rzeczy nagle nabrały dla mnie wielkiej wartości, bo zobaczyłam, jak wiele wysiłku mogą kosztować. Dla mnie samej była to też wielka motywacja, by pokonywać swoje własne ograniczenia, by wobec własnej słabości także się nie poddać, ale próbować jeszcze raz… I dzielić z innymi radość zwycięstwa lub smutek „porażki”…Ważny był też dla mnie przykład życia sióstr. Ich posługa tak trudna, a przecież także dająca radość… Teraz już wiem, jak to jest możliwe- właśnie dlatego, że największa radość rodzi się pośród największej słabości.
 

PROSTOTA - s. Agnieszka Rosołowska - Lwów, Ochronka

Ostatnie miesiące, spędzone wśród dzieci, były dla mnie przede wszystkim wielką szkołą prostoty. Wszystkie moje obawy i opory stopniowo topniały, gdy widziałam otwartość i prostolinijność powierzonych mi maluchów. Zadziwiała mnie ich wielka wolność i radość z odkrywania świata, ich zdumienie i ciekawość… Wszystko to próbowałam (i nadal próbuję…) przełożyć na moją relację z Panem Bogiem. W końcu to właśnie do tych „najmniejszych” należy królestwo niebieskie… Co więcej to przecież właśnie prostotę Ojciec Edmund pozostawił nam jako główne przesłanie swojego Testamentu. Dlatego to doświadczenie zaczerpnięte od dzieci, próbowałam przenieść także na relacje we wspólnocie. To było dla mnie spore wyzwanie zwłaszcza, że byłyśmy tylko trzy. W tak niewielkiej wspólnocie potrzeba wielkiej otwartości, delikatności, wyrozumiałości i właśnie prostoty, która najwięcej pomaga, by z jednej strony odważyć się być sobą, a z drugiej przyjąć i uszanować także drugiego człowieka.Ubogacona tymi doświadczeniami bardzo chcę dalej wzrastać w powołaniu służebniczki. Wzrastać, czyli maleć - by coraz bardziej stawać się dzieckiem najlepszego Ojca.

DOM - s. Urszula Leszyńska- Gliwice, Dom Dziecka

Dla mnie praktyki były przede wszystkim czasem, w którym uczyłam się troski o dom. I to w bardzo szerokim kontekście. Po pierwsze dom wspólnoty zakonnej- by wejść we wspólnotę taką, jaką jest, by odnaleźć się pośród sióstr, które Pan Bóg dał mi na ten czas, by nauczyć się kochać i akceptować siostry i samą siebie pośród nich. Po drugie dom, jako miejsce, w którym mieszkam- by uznać tę przestrzeń naprawdę za swoją, by poczuć się współodpowiedzialną za tworzenie jej i dbanie o nią. Po trzecie dom dla dzieci, które Pan Bóg nam powierzył - by kochać je nie pragnąc ich zmiany, by wsłuchać się w ich marzenia, by współczuć ich zranieniom… By na miarę możliwości zbudować im dom, którego nie mają.  I na koniec najważniejsze (i póki co dla mnie samej najtrudniejsze…)- dom mojej relacji z Jezusem. Dom, do którego budowania On sam codziennie mnie zaprasza, a którego kolejne cegły, to właśnie każdy darowany mi dzień, wypełniony zwyczajnymi troskami i obowiązkami, poprzez które w każdej chwili na nowo uczę się wybierać właśnie Jego.

ODDANIE - s. Katarzyna Świecznik- Chróścice, Ochronka

W czasie praktyk najcenniejszym doświadczeniem było dla mnie przyglądanie się posłudze sióstr, życie razem z nimi, wspólne tworzenie codzienności wypełnionej służbą - zwłaszcza tą wśród dzieci. Zachwycało mnie, z jakim oddaniem siostry traktują swoje obowiązki, że nie jest to jedynie praca zawodowa, ale miłość wcielona w życie - po prostu powołanie… Przy tym ja sama miałam szansę pytać siebie o moją ofiarność, o moje motywacje… I choć prawda czasami okazywała się trudna, to jednak wiem, że to właśnie ona jest drogą do wolności i jeszcze pełniejszego oddania. Sama posługa wśród dzieci była dla mnie wielką radością. Oprócz tego nie brakowało także możliwości, by spróbować swoich sił w kuchni i w zakrystii. Długo jeszcze będę czerpać z bogactwa tego czasu. Pomimo, że czasem bywało trudno wiem, że potrzebowałam tego kolejnego kroku, by wzrastać w powołaniu i umocnić decyzję mojego oddania się samemu Panu Bogu.