Kochać najmniejszych - na tym polega miłość
Kochać najmniejszych - na tym polega miłość

Błogosławiony Edmund Bojanowski doskonale zrozumiał, na czym polega miłość bliźniego i biorąc wzór ze swego Boskiego Mistrza, spieszył z pomocą najbardziej potrzebującym: chorym, ubogim i dzieciom.

 

W życiu każdego chrześcijanina miłość odgrywa zasadniczą rolę, jest drogą, którą wskazał sam Jezus Chrystus: „Miłujcie się wzajemnie, jak Ja was umiłowałem (…) Po tym wszyscy poznają, że jesteście uczniami moimi, jeśli będziecie się wzajemnie miłowali”( J 13, 34 – 35). Miłość do bliźniego polega na udzieleniu konkretnej pomocy ludziom najbardziej potrzebującym. „Gdziekolwiek znajdują się ludzie, którym brak pokarmu i napoju, ubrania, mieszkania, lekarstw, pracy, oświaty, środków do prowadzenia życia godnego człowieka, ludzie nękani chorobami i przeciwnościami, cierpiący wygnanie i więzienie, tam miłość chrześcijańska winna ich szukać i znajdywać, troskliwie pocieszać i wspierać” (DA 8).
Błogosławiony Edmund Bojanowski doskonale zrozumiał, na czym polega miłość bliźniego i biorąc wzór ze swego Boskiego Mistrza, spieszył z pomocą najbardziej potrzebującym: chorym, ubogim i dzieciom. Nie poprzestawał na samym współczuciu i wzruszeniu, tylko podejmował różne inicjatywy, aby zaradzić ich najpilniejszym potrzebom.

 

Sieroty

 

Wielkopolskę w XIX wieku nękały groźne epidemie cholery i tyfusu, dziesiątkujące ludzi, zwłaszcza ze środowiska wiejskiego. Wiele dzieci pozostało bez rodziców, nie miały nikogo, kto by się nimi zaopiekował. Edmund, widząc tę trudną sytuację, próbował jej zaradzić. Rozumiał, że jednorazowa zapomoga nie przyniesie pożądanych efektów, dlatego szukał rozwiązania, które zapewniłoby przyszłość osieroconym dzieciom. Pierwszym krokiem było znalezienie domu, w którym sieroty mogłyby zamieszkać i zebranie funduszy. W tym celu zwracał się do odpowiednich władz, urzędów, a także do bogatych właścicieli ziemskich. Pisał listy „w imieniu nie umiejących przemówić za sobą sierot”, udawał się na spotkania, umieszczał artykuły w prasie. Rezultatem jego starań było otwarcie sierocińca w budynku po Kasynie Gostyńskim. Edmund oddał się całkowicie pracy przy powstającym sierocińcu. Szukał funduszy niezbędnych do zapewnienia dzieciom najpotrzebniejszych rzeczy, żywności i ubrania. Organizował spotkania, podczas których zbierał składki, a także prosił innych o zorganizowanie podobnych składek w swoim środowisku. Pukał do drzwi i serc ludzi bogatych, aby okazali miłosierdzie najuboższym. Nigdy nie odchodził z pustymi rękami, ludzie ochotnie odpowiadali na jego prośby.

 

Pokłosie

 

Najbardziej przedsiębiorczą inicjatywą okazało się założenie czasopisma „Pokłosie. Zbieranka literacka na korzyść sierot”, którego redaktorem został sam Edmund Bojanowski. Nawiązał liczne kontakty literackie ze znanymi pisarzami krajowymi i emigracyjnymi, m.in. z A. Mickiewiczem, Z. Krasickim, A. Fredro, C. K. Norwidem. Autorzy przysyłali mu swoje utwory, nie otrzymując za to żadnego wynagrodzenia. Była to forma ich jałmużny dla sierot gostyńskich. Edmund segregował nadesłane utwory nadając im porządek tematyczny. Negocjował z właścicielami drukarń, aby w najbardziej korzystnych warunkach wydawać czasopismo. Zajmował się także kolportażem. Rozsyłał egzemplarze do swoich znajomych, do księży, do dworów. Prosił ich o pomoc w pozyskiwaniu nowych czytelników, aby jak najwięcej ludzi zjednoczyć wokół dobrej sprawy. Całkowity dochód ze sprzedaży „Pokłosia” był przeznaczony na sierociniec. Czasopismo cieszyło się dużym zainteresowaniem i było stałym źródłem dochodów.

 

Codzienność w sierocińcu


Edmund każdego dnia udawał się osobiście do Gostynia, aby sprawdzić, czy wszystko układa się pomyślnie. Obok domu założył ogródek, którym miały zajmować się dzieci. Chciał, aby w ten sposób nabywały cnoty pracowitości i zdobywały umiejętności, które będą potrzebne im w przyszłości. Troszczył się o przygotowanie ich do samodzielnego życia, aby po opuszczeniu sierocińca potrafiły utrzymać się z pracy rąk własnych. Dzieci uczyły się przede wszystkim uprawy roli, a także szycia i gotowania, stosownie do ich wieku i możliwości.
Chcąc zapewnić sierotom odpowiednią opiekę i dobre wychowanie zabiegał o sprowadzenie do Gostynia sióstr zakonnych. Osobiście udał się do Poznania, aby przedstawić swoje plany władzom zakonnym. Po wielu rozmowach i dokładnym ustaleniu warunków współpracę podjęły Siostry Miłosierdzia. Dzieci miały zapewnioną naukę z zakresu szkoły elementarnej. Bojanowski troszczył się o to, aby mówiły poprawnie, sprawdzał ich postępy w nauce. Sam układał wierszyki i piosenki dostosowane do potrzeb małego odbiorcy, wiedząc jak wielką rolę odgrywają one w wychowaniu dziecka. Poświęcał sierotom dużo czasu. Wybierał się z nimi na wspólne wyprawy do lasu i nad rzekę, gdzie podczas zabaw i śpiewów, uczył ich troski o otaczający świat.
Dbał także o ich rozwój duchowy. Uważał, że religia jest bardzo ważnym elementem wychowania człowieka, jest fundamentem, na którym można pewnie budować swoją przyszłość. Zalecał, aby dzieci wspólnie się modliły, uczestniczyły w Eucharystii. W sposób dostępny i zrozumiały przybliżał im wydarzenia z życia Pana Jezusa. Często zapraszał miejscowych księży, którzy poprzez nauki katechizmowe i wspólne zabawy pomagali doświadczyć dzieciom miłości Boga Ojca.
Z własnego doświadczenia wiedział, jak wielką pomocą w rozwoju życia duchowego są rekolekcje, dlatego każdego roku starał się zorganizować sierotom takie dni, aby w oderwaniu od zajęć codziennych, praktykując milczenie i pogłębioną modlitwę, umacniały swoją więź z Bogiem.
Na miarę możliwości chciał stworzyć w sierocińcu atmosferę domu rodzinnego. Pamiętał o imieninach każdego dziecka. Dawał im w podarunku obrazki ze świętymi patronami, a także przynosił owoce lub słodycze, którymi solenizant częstował wszystkie dzieci. W ten sposób uczył ich, jak mają się dzielić. W czasie Świąt Bożego Narodzenia organizował Gwiazdkę. Dzieci śpiewały kolędy, przedstawiały jasełka, a na koniec każde z nich otrzymywało drobny upominek.
Bardzo kochał sieroty i chciał im okazać jak najwięcej serca. Spędzał z nimi każdą wolną chwilę. Uważał, że miłość do dziecka jest najgłębszym wyrazem troski o jego rozwój. Kiedy nie mógł ich odwiedzić z powodu innych obowiązków, pisał: „przykro mi było, że dla gości nie mogłem się wybrać do moich ukochanych sierotek”. Dzieci czuły się przy nim bezpieczne i kochane. Chętnie uczestniczyły we wspólnych zabawach i przykładały się do nauki. Swoją miłość wyrażały szczególnie w momentach trudnych i bolesnych, kiedy np. chorując przyjmowały najbardziej gorzkie lekarstwa i stosowały się do zaleceń Edmunda, ponieważ wiedziały, że jemu zależy na ich dobru.

 

Oczyma miłosierdzia

 

Poświęcając się służbie dla sierot Edmund Bojanowski zauważył także smutny los innych dzieci wiejskich, które bardzo często pozostawały bez opieki, ponieważ rodzice podejmowali pracę poza domem. Edmund Bojanowski widząc zaniedbane i niedożywione dzieci, oraz słysząc przejmujący płacz zamkniętych w domach, postanowił zaradzić tej sytuacji, zakładając na wsiach ochronki. Dzieci miały być przyprowadzane przez rodziców wczesnym rankiem, a odbierane wieczorem. W ten sposób rodzice mogli spokojnie pracować, a dzieci miały zapewnioną opiekę przez cały dzień. Pomysł był bardzo dobry i cieszył się ogólnym uznaniem, ale problem stanowiła kwestia finansowa. Rodzice nie byli w stanie zapłacić za pobyt dzieci w ochronce, a należało wynająć budynek, ogrzać go, wyposażyć w potrzebne sprzęty, ponadto zapewnić dzieciom pożywienie, pomoce naukowe, zabawki itp.

 

Bractwo Ochronkowe

 

W takiej sytuacji Edmund Bojanowski postanowił założyć Bractwo Ochronkowe, które przekształciło się w Zgromadzenie zakonne Sióstr Służebniczek Bogarodzicy Dziewicy Niepokalanie Poczętej. Do Zgromadzenia były przyjmowane młode dziewczęta pochodzące ze wsi. Edmund Bojanowski zakładał, że to one będą miały najlepsze predyspozycje wychowawcze, ponieważ najlepiej znają życie ludu wiejskiego. Zachowując różne zwyczaje i tradycje będą najlepiej rozumiały wiejskie dziecko. Problem finansowy został rozwiązany w ten sposób, że podstawą utrzymania ochronek miała być praca zarobkowa sióstr. Podczas gdy jedna z nich opiekowała się dziećmi, dwie pozostałe pracowały na ich wspólne utrzymanie.
Edmund rozumiał, że wychowanie dziecka jest sprawą bardzo ważną, dlatego nauczał siostry: „Dzieci, jako najdroższy skarb Jezusa Pana, niechaj starannie i w miłości pielęgnują”. Ułożył dokładny plan pracy. Przeprowadzał lekcje pokazowe wychowania i zabawy z dziećmi. Chciał zapewnić im warunki rozwoju we wszystkich obszarach, wykorzystując dostępne środki i metody. Zaczynał od spraw najbardziej egzystencjalnych, zapewniając dzieciom pokarm i ubranie, a następnie przechodził do treści moralnych, kulturalnych, patriotycznych i religijnych. Dzieci miały możliwość poznawania literek, rachunków, rysunków, uczyły się piosenek, wierszyków, słuchały bajek i opowiadań. Nabywały umiejętności dotyczących pracy: kopały w ogródku, grabiły, pielęgnowały zagony, zamiatały ścieżki, zimą łuskały groch itp.
Zadbał także o ich rozwój duchowy. Wychowanie religijne miało ubogacać inne wymiary wychowania. Osobiście uczył dzieci katechizmu, poprzez opowiadania i piosenki, które zbierał a niekiedy sam układał, przybliżając w ten sposób prawdy Boże. Często zapraszał księży, którzy pomagali mu w katechizacji.
Podkreślał, że w całej pracy z dziećmi najważniejsza jest miłość, ponieważ dziecko, które doznaje miłości, rozwija się szybko i prawidłowo. Wielką wagę przywiązywał do roli wychowawczyni, która miała oddziaływać na dziecko przede wszystkim własnym przykładem. Nauczał siostry, w jaki sposób mają zajmować się dziećmi, dawał im wskazówki, dobierał opowiadania i piosenki. Przykładał wielką wagę do odpowiedniej literatury dla dzieci, nie wszystkie książeczki były według niego wystarczająco dobre: „przeglądałem książki dla dzieci (…) żadna mi się nie podoba, bo nie ma tego, co dzieciom potrzeba: prostoty i treściwej wydatności”. Zwracając uwagę na środowisko, w którym dzieci żyją, na otaczającą przyrodę, sam ułożył dużo piosenek, zawierając je w zbiorku „Piosnki wiejskie dla ochronek”.
Rozumiał, że wychowanie dziecka jest sprawą pierwszą i najważniejszą, dlatego oddawał się jej całym sercem. Próbował ocalić przed zniszczeniem to, co najdelikatniejsze i najbardziej bezbronne.

 

sM. Michaela Konopko