Jałmużna to nie miłość "na wynoc" , cz.3
Jałmużna to nie miłość

 

Trwa Wielki Post. Czas, który jest nam dany przez Kościół, by chwilę przystanąć, spojrzeć w głąb siebie i zadać sobie pytanie: „jak wygląda moje życie?”, „jakie miejsce zajmuje w nim Bóg?”, „czy podejmowane przeze mnie decyzje przybliżają mnie do Boga?”. Po rozważeniu tego mogę podjąć konkretne kroki, które sprowadzą mnie na Bożą ścieżkę, jeśli z niej zboczyłem. W Wielkim Poście Kościół szczególnie zwraca nam uwagę na trzy filary życia duchowego. Są nimi: Modlitwa, Post i Jałmużna. Jeden nie może istnieć bez drugiego. Są one solidnym fundamentem, skałą na której bezpiecznie możemy stawiać swój dom.

 

 

TRZECI FILAR: JAŁMUŻNA


Modlitwa i post są dziełami człowieka kierowanymi „do wewnątrz”, budują one człowieka i przygotowują na spotkanie z Bogiem. Jałmużna natomiast jest wynikiem, emanacją tego dobra, które dzięki dwóm pierwszym dziełom nagromadziło się w człowieku. Jest jakby papierkiem lakmusowym, który sprawdza, czy na pewno dobrze się modliłem i pościłem.


Dar miłości ofiarnej


Modlitwa i post otwierają nas na Boga, ale też na własne potrzeby, zachęcają nas do wejrzenia w głąb własnego wnętrza. Jałmużna otwiera nas na potrzeby drugiego człowieka. Teraz się skupiam właśnie na nim. Prawdziwa miłość bliźniego ma kształt miłości praktycznej. Jezus w Ewangelii pokazuje nam to wiele razy. On uczy nas wychodzenia do innych. Patrzy z miłością, rozmawia, dotyka, uzdrawia. Przepiękny jest obraz Miłosiernego Samarytanina, który widząc pobitego przychodzi do niego, nachyla się i opatruje jego rany, troszczy się o niego. Jałmużna uczy nas otwarcia oczu na tego, który jest najbardziej poraniony, skrzywdzony, uczy pochylenia się, uklęknięcia. To przejaw miłości, miłości która szuka okazji by powiedzieć „kocham” przez czyn miłości ofiarnej.


Dar prosto z serca


Ten kto kocha umie dzielić się tym, co posiada, choćby sam posiadał niewiele. Miłość nie boi się straty i nie liczy swego. Przykładem jest tutaj ewangeliczna uboga wdowa, która wrzuca do skarbony wszystko co ma. Oddaje nawet to co jest jej konieczne do życia.
Czy ja również byłbym gotowy na takie ogołocenie? A może bliżej mi do tego zamożnego człowieka, który zastanawia się jak pomieścić swoje zbiory i wciąż buduje nowe spichlerze? Tylko, że to właśnie Bóg mówi: „ Głupcze, jeszcze tej nocy zażądają twojej duszy od ciebie; komu więc przypadnie to coś przygotował? Tak dzieje się z każdym, kto skarby gromadzi dla siebie…” /Łk 12,20-21/

 

Dar obecności

 

Pamiętać jednak trzeba, że jałmużna to nie tylko dar materialny. To również, a może przede wszystkim dar z siebie. Są ludzie, którzy nigdy nikomu pieniędzy nie dali, a są wielkimi jałmużnikami. Nie wystarczy kupić świeczki Caritasu czy wysłać sms-a o treści „POMOC” lub wpłacić na misje w Afryce, to jest ważne, ale czy to nie jest takie uspakajanie sumienia: robię przecież coś dla innych. To jest miłość, ale czy nie czasem taka „na wynos”? A co z tym, który jest obok mnie? Często ważniejsze od darów materialnych jest danie drugiemu swojego czasu, poświęcenie mu chwili uwagi, spojrzenie w oczy, otarcie łez, podniesienie na duchu. Nasza jałmużna może być właśnie jałmużną z czasu. Trochę mniej się wyśpimy, trochę krócej poczytamy, za to wysłuchamy cierpliwie, co ma do powiedzenia ten, który jest obok mnie. Takie ofiarowanie swojego czasu jest bardzo ważne. Żyjemy bowiem często w sposób tak bardzo samotny, bo po prostu nie dajemy sobie okazji by ze sobą pobyć.

 

Zwyczajna dobroć, życzliwość, szacunek, podnoszące słowo czy modlitwa mogą stać się pięknym darem dla bliźniego, ale też dla Boga, bo przecież Jezus powiedział:
"Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili"
/Mt 25, 40/

 

s.M. Aniela Tomala