Z nowicjackiego podwórka
Z nowicjackiego podwórka

Na nowicjacie zimie mówimy stanowcze: „Nie!”. Bo choć za oknami aura sprzyja raczej „kanapowemu” stylowi życia, my jednak nie poddajemy się melancholii i ospałości. Przeciwnie- zewnętrzny chłód wręcz mobilizuje do tego, by z jeszcze większym zaangażowaniem zatroszczyć się o temperaturę w naszych relacjach i wewnątrz nas samych. Ostatnie tygodnie dawały nam ku temu wiele okazji. Na nowicjacie jeszcze mocniej „zapachniało” wspólnotą… Jak to się stało?


Przede wszystkim, niedługo po Świętach do Leśnicy wróciły ze swoich praktyk siostry II. roku. Siostra Katarzyna Brodziak i siostra Klaudia Wielgórska przywiozły z sobą całe morze doświadczeń i wspomnień. Kolejne dni były czasem wzajemnego poznawania się i dzielenia się tym wielkim bogactwem. Od tego momentu jest nas w sumie osiem sióstr nowicjuszek- osiem różnych osobowości, osiem historii, osiem pasji, osiem… Mieszanka, która może okazać się wybuchowa… A jednak- codzienność uczy nas łączyć to osiem w jedno- w końcu idziemy jedną drogą, do jednego Celu… Dlatego pomimo początkowej konsternacji i niepewności, krok po kroku uczymy się wychodzić sobie naprzeciw- z otwartym sercem i głęboką wiarą, że wszystkie jesteśmy dla siebie darem Bożej Opatrzności. A Pan Bóg co dzień na nowo pokazuje nam, jak wielkie skarby złożył w nasze dłonie i jak wiele radości płynie z dzielenia się nimi.


Zaledwie kilka dni później Nowy Rok przyniósł nam kolejne ważne spotkanie. Tym razem pachnące domem rodzinnym. 8. stycznia do Leśnicy przyjechali nasi rodzice! Takie odwiedziny to wielkie wydarzenie- zwłaszcza w pierwszym roku Nowicjatu, kiedy jest to jedyna okazja, by spędzić czas w rodzinnym gronie. Już od rana do furty klasztornej dzwonili nasi bliscy, którzy zjechali się z różnych stron Polski i Europy- Częstochowa, Siedlce, Rusinowice… Ale też Niemcy, Ukraina i Słowacja… Tego dnia wszystkie drogi (choć oblodzone), prowadziły wprost na Klasztorną 2, wprost do stęsknionych ramion i serc…


Nasze wspólne spotkanie rozpoczęliśmy Eucharystią. A ponieważ była to Niedziela Chrztu Pańskiego, w szczególny sposób miałyśmy szansę wrócić do tego momentu także w naszym życiu i  podziękować za niego Panu Bogu i naszym rodzicom. W końcu właśnie dzięki łasce chrztu św. możemy być tu, gdzie jesteśmy i realizować Boże wezwanie… Po Eucharystii wszyscy razem zasiedliśmy do stołu. Wspólny posiłek zakończyliśmy kolędową rekreacją wśród radosnego śpiewu i dźwięku dzwonków i kołatek… Rodzice oczywiście spisali się na medal, tworząc rodzinę rodzin. Oczywiście nie brakło też prezentów pod choinką... !


Dalszą część popołudnia wypełniły opowiadania i wspomnienia. Wraz z naszymi najbliższymi dzieliłyśmy się tym wszystkim, co przeżywałyśmy w ostatnich miesiącach. I oni także opowiadali… Bo choć dzieli nas odległość, to przecież wciąż idziemy razem- razem przeżywamy smutki i radości, razem „dźwigamy” trudne sytuacje, razem cieszymy się „zwycięstwami”…


I kiedy wieczorem przyszedł czas rozstania, to jednak w sercach pozostał ciepły promyk ufności, że Pan Bóg zatroszczy się także o naszych najbliższych, że ich także wciąż będzie prowadził do Siebie. Te dwa momenty niewątpliwie wiele nas nauczyły i wiele nam przypomniały. Przede wszystkim to, że „Słowo (…) zamieszkało między nami.” (por. J 1, 14). „Między nami”, czyli w konkretnych relacjach i spotkaniach. Boże Narodzenie może dokonać się w naszych sercach dopiero wtedy, gdy otworzymy je na drugiego człowieka, gdy zaprosimy bliźnich do naszego „domu”, i to takiego, jakim jest naprawdę… I nagle okazuje się, że nawet w środku mroźnej zimy wciąż może pachnieć wiosną...

 

W imieniu wspólnoty nowicjackiej s. now. Urszula Leszyńska