Z Kanady do Panamy
Z Kanady do Panamy

Wyjazd na Światowe Dni Młodzieży z Kanady zdawał się być bardzo prostym przedsięwzięciem. W końcu pozostawiasz za sobą wszystkie kożuchy, a zabierasz tylko krem z filtrem +50. Takie mieliśmy pomysły na początku zimy wiedząc już, że z Parafii Różańca Św. w Edmonton pojedzie 5 osób i dwie siostry. Zamówiliśy bilety i dołączyliśmy do grupy z archidiecezji, gdzie wszystkich było nas 27 osób.

 


Razem jako grupa Polonii Kanadyjskiej spotkaliśmy się w Panamie w poniedziałek po południu 21 stycznia. Gościnnie przyjęła nas szkoła katolicka Maryi Panny w dzielnicy Albrook. Nauczyciele i wolontariusze bardzo troszczyli się o nasze bezpieczeństwo, stąd proces rejestrowania się w szkole dla ponad 1000 osób po długiej podróży zdawał się trwać w nieskończoność. W szkole oprócz Kanadyjczyków zamieszkali również młodzi obywatele Wysp Karaibskich, USA, Filipin, Tanzanii i Ugandy. Właściwie połączono nas pod względem językowym, bo na sali gimnastycznej tej szkoły odbywały się katechezy po angielsku. Do miasta, gdzie odbywały się inne katechezy i najważniejsze spotkania, mieliśmy „kawałek” – najpierw pieszo, potem autobusem i na koniec metrem. Ten pierwszy pieszy odcinek pokonywaliśmy dość szybko, bo jak się okazało już pierwszego wieczoru w w bajorku zaraz obok szkoły pluskały się na wolności krokodyle a wraz z nimi żółwie. Chłopcy zafascynowani tym widokiem od razu posłali siostrom i dziewczynom śliczne fotki.

 

 

Przed rozpoczęciem oficjalnych ŚDM z naszą polską grupą do której dołączyła Dobrochna (z Polski) i Carlos (z Kolumbii) wyruszyliśmy na zwiedzanie miasta i poszukiwanie restarauracji ze specjalnym znakiem, który oznaczał: dokarnmianie pielgrzymów. We wtorek wieczorem już bardzo „poważnie” udaliśmy się do sektoru, gdzie uczestniczyliśmy we Mszy Św na rozpoczęcie ŚDM. Mile zaskoczyły nas latynowskie rytmy i radość Panamczyków którzy byli tuż obok. To nam się też udzieliło. Staliśmy blisko Oceanu Spokojnego więc wieczorna bryza mile chłodziła naszą pierwszą opaleniznę. Podobało nam się, gdy arcybiskup Panamy zachęcił nas do cieszenia się młodością, nawet jeśli „im – starszym” będzie to trochę przeszkadzało. To był nasz czas!

 


I tak rzeczywiście było! Z napływem pielgrzymów miasto stawało się coraz głośniejsze. W metro nieustannie ktoś grał lub/i śpiewał, a jeśli nie: to my zaczynaliśmy: E aqui... I włączały się wszystkie wagony. Śmialiśmy się ze najlepszą sceną były dla nas ruchome schody. Ludzie tryskali radością choć ścisk był niemiłosierny. Pierwszy dzień katechez udało nam się dojechać do gimnazjum gdzie były polskie katechezy prowadzone przez polskiego ks. biskupa Marka Mendyka, który powiedział nam, że powołanie wyprzedza życie. Przychodzę na świat by wypełnić to powołanie. Moje życie ma sens.

 

Natomiast wieczorem spotkaliśmy się z naszymi krajanami. Zaczęło się niespodziewanie, gdy przechodząc pośród sklepów spotkałyśmy prymasa Polski bp Wojciecha Polaka z 11 innymi biskupami. Chwilę potem trafiłyśmy na grupę polskich marynarzy, którzy będą „odprowadzać” Dar Młodzieży. Przyszła też kolej na nasze siostry: s.M. Tymoteuszę i s.M. Adrianę. Z resztą nasza polonijna młodzież nieustannie dawała nam do zrozumienia, że czują się bardziej Polakami niż Kanadyjczykami. Dlatego tak pięknie przeżyli wspólną Eucharystię i świetnie się bawili podczas koncertu i polskiej nocy w Panamie. Oczywiście nie zabrakło również Panamczyków, którzy słysząc muzykę i widząc zabawę spontanicznie się dołączyli.

 

 


Kolejny dzień zdawał się być zupelną odwrotnością. Wszystko było nam „przeciwne”. Na katechezy dojechali tylko chłopcy (i trochę się spóźnili). Siostry z dziewczynami wylądowały w jakimś hotelu, gdzie „podziwiałyśmy z okien” gigantyczny korek. Jak się okazało właśnie w tym hotelu zamieszkały wszystkie gwiazdy estrady wieczornego koncertu. Więc udało nam się mieć fotkę z Olgą Szymańską i Marcinem Wyrostkiem. Po godzinie dostałyśmy sie do nabliższego gimanzjum i wraz z Polakami uczestniczyłyśmy we Mszy Św. pod przewodnictwem metropolity krakowskiego bp Marka Jędraszewskiego. Po południu stanęłyśmy w tłumie ludzi oczekując na powitanie Ojca Św. Franciszka. Wstrząsnęły nami słowa o tym, by nie bać się marzyć. A naszym marzeniem ma być Miłość. Ożywiły nas też słowa, aby razem tańczyć (np rumbę) bo to, że tu jesteśmy zaczęło się już dawno temu dzięki tym, którzy nam pomogli.

 

 

W piątek oszczędzaliśmy siły na weekend i zostaliśmy w naszej szkole na katechezach i Mszy Św. pod przewodnictwem biskupa z Kamerunu. Z radością dzieliliśmy się wiarą i modliliśmy się z młodymi z całego świata. Grupa z Kuwejtu przywiozła dla szkoły specjamny obraz Maryi jako podziękowanie, grupa z Ugandy zatańczyła, a śpiew prowadziła grupa młodych z Tanzanii. Wieczorem, nauczeni doświadczeniem, od tyłu weszliśmy na sektory by uniknąć tłoku. Wracając dzieliliśmy się tym, co każdego z nas dotknęło w rozważaniu Drogi Krzyżowej. Dziewczyny modliły się za uchodźców i emigrantów. Nas dotknęła myśl na temat ciągle jeszcze „prześladowanych” kobiet. Jednak to, co nas wszystkich urzekło to połączenie się wszystkich krajów Ameryki razem. I to, że każdy ten kraj ma „Swoją Matkę Bożą”.

 

Sobotni poranek zaczął się bardzo wcześnie. Podrzuciłyśmy chłopakom nasze plecaki... jak się okazało ważyły tonę, „a miał to być tylko krem do opalania....” i ruszyłyśmy na Mszę Św i spotkanie z papieżem dla kapłanów i osób konsekrtowanych. Szło nam bardzo łatwo pomimo, że nie miałyśmy żadnych biletów. Nasze miny, które wyrażały więcej niż cały hiszpański słownik, pozwoliły nam się dostać na plac przed katedrą, a potem pod same mury katedry. I tam właśnie udał się papież Franciszek gdy wysiadł z papa mobile. Tak więc obie trzymałyśmy za rękę papieża! Jak tylko skończyła się Msza napisałyśmy do naszej młodzieży o tym szczęściu a ci zakazali się nam myć. Przynajmniej do momentu, gdy się z nimi zobaczymy.

 

 


Potem biegiem ruszyłyśmy na polskie spotkanie z Panią Prezydentową Agatą Dudą. Na drodze stanął nam...papież po raz kolejny! Pozostało nam cierpliwie czekać aż przejedzie a potem pędem do metra. Kiedy weszłyśmy do kościoła Św. Łukasza, gdzie odbyło się spotkanie Polaków, było już po wszystkim. Szukałyśmy tylko „naszych dzieci” więc wybrałyśmy najwyższy punkt w kościele żeby ich odnaleźć. Młodych nie znaleźliśmy ale za to powitała nas serdecznie Pani Prezydentowa. Uściski, zdjęcia i radość... jakbyśmy się znały od lat. Jak się okazało na polskie spotkanie na czas przybył tylko Carlos z Kolumbii. Nasze dzieci też utknęły w korku, na pociechę ks. Bp Marek Solarczyk podarował im bilety na wigilię ŚDM. Z kościoła pieszo udaliśmy się na plac Jana Pawła II, gdzie rozłożyliśmy nasze karimaty i śpiwory. A potem udaliśmy sie do bliższych sektorów. Niesamowita cisza, która zapanowała na placu podczas Adoracji. Młodzi długo klęczęli i modlili się prosząc w intecjach swoich rodzin, przyjaciół i w intencji papieża, który podczas każdej homilii o tym wspominał. Wielu z nich płakało ukradkiem ocierając łzy. Wzruszyły nas też świadectwa i modlitwa poszczególnych stanów: małżonków i dzieci, sióstr i kapłanów. Oni się modlili i śpiewali dla Jezusa – to nie był koncert. Poruszająca była też Monstrancja z łusek amonicji. Bóg może wszystko przemienić – zdawała się nam to mówić postać Maryi.

 


Po skończonej Adoracji Maryja z Fatimy wędrowała między sektorami zapraszając nas do wspólnej modlitwy różańcowej. Młodzi trwali na modlitwie, a potem bawili się do białego rana. Niektórzy dopiero po 5 trafili do swoich śpiworów znajdując w nich już innych lokatorów: ogromne pająki albo i mrówki. A 3 minuty przed 6 rozpoczęła się radosna pobudka: Welcome we wszystkich językach świata z radosną salsą w tle. Wielu z nas stanęło na równe nogi. Kolejki do mycia zębów poruszały się w tanecznym ruchu. Jak to dobrze że Msza Św. z udziałem papieża rozpoczęła się już o 8, inaczej panamskie słońce wypaliłoby z nas resztki sił i energii.  Oczywiście, jak od samego początku miałyśmy okazję tego doświadczyć, modlitwa w Panamie to ogromny wybuch radości, śpiewu, tańca i dziękczynienia. Nie inaczej było tym razem. Gloria w wykonaniu Panamczyków obudziła nawet tych którzy nie słyszeli nic przez poprzednie 2 godziny.

 

 

Słowo Ojca Św. dały nam wiele do myślenia. Jesteśmy teraz Kościoła! Bóg jest konretny i bliski, codzienny i rzeczywisty. I my też nie mamy traktować Boga, Kościoła, ŚDM jako czegoś w „międzyczasie”. To ma być naszą codziennością, życiem naszym tu i teraz. Żegnając z naszą młodzieżą na polach Metro Parku dawałyśmy im krzyżyk błogosławieństwa i mówiłysmy że liczymy na każdego z nich, „na ich teraz” po powrocie do Kanady, do naszej parafii, do codzienności. Powrót dla nas był jednym wielkim błogosławieństwem. Rodzina, którą poznaliśmy po przylocie, przyjęła nas do siebie na dwie godziny. Mogłyśmy się trochę doprowadzić do ładu po nocy spędzonej na polu. Zawieźli nas też na lotnisko.

 

 

ŚDM zapamiętamy na zawsze!

Bóg naprawdę jest blisko, jest rzeczywisty, spełnia marzenia.

I chce naszego teraz, które dajemy jak Maryja: Twoje Słowo niech się staje w nas teraz!

s.M.Rafała i s.M. Celinia