Sługa Boży ze Świętej Góry
Sługa Boży ze Świętej Góry

W niedzielę 3 marca br. odbyło się uroczyste wznowienie procesu beatyfikacyjnego ks. Wawrzyńca Kuśniaka.

 

 

 

Uroczystość rozpoczęła się zaprzysiężeniem trybunału beatyfikacyjnego o godz. 11.30 a o godz. 12.00 odprawiono uroczystą Mszę św. w intencji pomyślnego przebiegu procesu. Uroczystość licznie zgromadziła kapłanów, siostry służebniczki przedstawicieli władz miasta i gminy oraz mieszkańców.

Od wznowienia procesu, w każdy wtorek o godz. 19.00 będzie odprawiana msza wotywna o św. Filipie Neri z modlitwą w intencji beatyfikacji Ks. Wawrzyńca Kuśniaka.

 

 

Jego życie świadczy o tym, że można pogodzić głęboką duchowość i praktyczność w działaniu. Więcej - że głębia ducha jest praktyczna. Ksiądz Kuśniak, prowadząc intensywne życie wewnętrzne, jak każdy mistyk, bardzo realnie patrzył na świat. Udowodnił, że życie wartościami nie oznacza nieporadności życiowej, a religijny - to nie znaczy niedołężny. Prawdziwy sukces życiowy jest bowiem potrójną syntezą: głębokiego życia wewnętrznego, które uczy wymagać od siebie, ludzkiej dobroci, która, wierzy w dobre intencje innych - oraz własnej pracowitości.

 

 

Szukając drogi


Urodził się 1 sierpnia 1788 r. w Czarnkowie n. Notecią, jako syn rybaka. Kiedy w drugiej klasie gimnazjum stracił ojca, z powodów finansowych opuścił szkołę i zaczął pracować w psiarni dworskiej w Wojciechowicach k. Jarocina. W 1808 r.został pisarzem gospodarskim - ekonomem w Mchach k. Śremu.
Poznał tam superiora ks. Kacpra Szpetkowskiego, dzięki któremu w 1811 r.wstąpił do Kongregacji Oratorium Św. Filipa Neri na Świętej Górze. W klasztorze uzupełnił wykształcenie, a w 1813 r.wysłano go na studia teologiczne do Poznania. W 1816 r.przyjął święcenia, a po powrocie na Świętą Górę został opiekunem Bractwa Różańcowego, potem mistrzem nowicjatu, a od 1827 r.ekonomem klasztoru.

 

Pierwszy wśród równych


W 1839 r.kapłani wybrali go na przełożonego wspólnoty. Pomimo dysonansu społecznego, doskonale radził sobie z rządzeniem tą republiką szlachecką, jaką była wtedy Kongregacja Oratorium. Nigdy nie posiadał z powodu swego pochodzenia kompleksu. A przełożonym był 27 lat, przez dziewięć kadencji, aż do śmierci.

 


Na życie wspólnoty wywierał wpływ nie tyle słowem, co przykładem. Jego arystokracja ducha przerastała arystokratyczne pochodzenie wielu. Cel, jakiemu podporządkował swój styl rządzenia - w Kongregacji Oratorium nie opiera się on na bezdyskusyjnych poleceniach, lecz na uszanowaniu wolności drugiego - był zawsze jeden: zachowanie zgody i jedności.
Cechą wiodącą jego osobowości była niezachwiana wiara w ludzką dobroć. Wielokrotnie z powodu tej wiary doświadczał rozczarowania, ale wszystko znosił, byle miłości nie psuć. A wierzył wszystkiemu z prostotą dziecka. Czy była to oznaka słabości? Może tylko ludzie, którzy sami doświadczają Dobra i realizują je w swoim życiu, są w stanie uwierzyć w dobre intencje innych? On zrozumiał prawidło zdrowego rozwoju osobowości wytyczone przez założyciela Kongregacji, św. Filipa Neri, aby do dobrego życia pociągała nie tyle bojaźń, co miłość.

 

 

Z ubogimi


Jako przełożony korzystał z majątku kongregacyjnego dla czynienia miłosierdzia wobec potrzebujących. Do stałej praktyki klasztoru należał coroczny "Boży obiad", w Wielki Czwartek. Rozdawaniem obiadu, który gotowano trzy dni, zajmowało się 37 osób; 750 osób otrzymało dodatkowo zapomogę pieniężną o łącznej wartości 25 talarów. Dla dwunastu najstarszych spośród ubogich przygotowany był specjalny obiad, przy którym według rytuału usługiwał sam proboszcz.

 

Szacunek dla ubogich był charakterystycznym rysem jego duchowości i osobowości. Cierpliwie wysłuchiwał wszelkich bied ludzkich i skutecznie przychodził im z pomocą. Źródło takiej postawy tkwiło w przekonaniu, że wszystko, co posiada, jest darem. Na co dzień uprzejmy, życzliwy, ujmował zwykłą ludzką dobrocią. Jego styl bycia to czynienie dobra, zanim zostanie o nie poproszony. Był przy tym zawsze dyskretny i delikatny. W swoim testamencie z 24 lutego 1866 r.zapisał: "pieniądze, które oddadzą dłużnicy, mają być rozdane między ubogich, jeśli nie oddadzą, darować".

W codzienności i działaniu


Dni powszednie Sługi Bożego wyznaczała wierność równomiernie rozłożonym obowiązkom, które służyły rozwojowi duchowemu, trosce o upiększenie bazyliki oraz materialny wzrost dóbr klasztornych. Godziny poranne spędzał zawsze w kościele na modlitwie i słuchaniu spowiedzi, aż do obiadu. Potem często, dla wytchnienia, chodził do stajni, bo jego pasją były konie.
Jego dewiza życia brzmiała: "Tak żyjmy, jakbyśmy jutro umierać mieli, a tak pracujmy, jakbyśmy na wieki żyli". Po święceniach był traktowany jako ekspert w sprawach gospodarczych, jako przełożony zatroszczył się o prawne uporządkowanie granic gruntów klasztornych. Wprowadził w gospodarstwie klasztornym hodowlę owiec hiszpańskich (merino-prekos), a w gospodarce rolnej likwidował nieużytki. Czynnie popierał stowarzyszenia szerzące kulturę rolniczą i społeczną. Pokaźnie wspierał dzieło budowy Instytutu, prowadzone przez E. Bojanowskiego, a także dwa klasztory: jezuitów w Śremie i reformatów w Goruszkach. W trosce o moralność ludzi, którym przewodził jako duszpasterz, doprowadził do zamknięcia gorzelni w Błażejewie. Był dobrym menadżerem, ale przyświecał mu jeden cel: aby sanktuarium było piękne.

 

Zmarł 15 marca 1866 r.- dwa miesiące po jubileuszu pięćdziesięciolecia kapłaństwa - a pochowano go w podziemiach świętogórskiej bazyliki.

 

Za: Ks. Dariusz Dąbrowski COr

Szerzej: www.sanktuarium.gostyn.pl