Śluby wieczyste, powołanie i droga życia: 2.08.2017r.
Śluby wieczyste, powołanie i droga życia: 2.08.2017r.

Siostry, które złożyły swoje

śluby wieczyste 2 sierpnia 2017r.

o swoim powołaniu i życiu zakonnym

s.M. Alina Wardowska - Bóg przemawia do serca
                       

Patrząc z perspektywy czasu, muszę przyznać, że odkrywanie mojego powołania nadal pozostaje dla mnie zagadką i tajemnicą. Różnymi sposobami Bóg przemawiał do mojego serca. Czasem Jego Głos słyszałam podczas czytania Ewangelii, gdy była perykopa mówiąc o powołaniu uczniów na Apostołów i wtedy byłam przekonana, że On właśnie mówi o mnie. A niejednokrotnie posługiwał się innymi ludźmi. Na początku wielką pomocą byli dla mnie oo. Jezuici, którzy pomagali mi w odkrywaniu własnej osobistej relacji z Bogiem. W późniejszym czasie pojawili się oo. Franciszkanie, którzy towarzyszyli mi w odkrywaniu planu Boga względem mnie. Skąd, zatem znam Siostry Służebniczki? Nasze Zgromadzenie poznałam dzięki mojej przyjaciółce, która zaprosiła mnie na dni skupienia organizowane w naszym panewnickim klasztorze. Pobyt ten wspominam bardzo miło i ciepło. Kilkanaście rozmów z siostrami jak i również kontakt z nimi w Skrzyszowie wzbudziły we mnie pragnienie ich naśladowania. Z ostateczną decyzją o wstąpieniu do Zgromadzenia wstrzymywałam się jednak przez dwa lata. Stwierdziłam, że jeśli mi to pragnienie nie przejdzie przez ten czas, to wstąpię do klasztoru. Jak pomyślałam, tak też zrobiłam. W tym czasie ukończyłam dwuletnie Studium Medyczne, tymczasem pragnienie nie ustawało. Dlatego 26 września 2007 roku, w godzinie Miłosierdzia Bożego, przekroczyłam furtę klasztorną.
Po Pierwszych Ślubach zakonnych pełniłam posługę wśród dzieci w Domu Prowincjalnym jak i na placówkach. Praca z nimi jest dla mnie głęboką pasją i okazją do tego by realizować słowa Jezusa: „Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych najmniejszych, mnieście uczynili”. Jak już wspomniałam wędrówka za Jezusem jest dla mnie tajemnicą. Niejednokrotnie zastanawiam się, dlaczego akurat mnie poprosił do pójścia za sobą. Jedyną odpowiedzią jest dla mnie Jego urzekająca Miłość, którą obdarza mnie od świtu każdego dnia.... i na którą ja również chcę odpowiedzieć całą sobą, całą swoją miłością ślubując życie czyste, ubogie i posłuszne Mu aż do śmierci.

 

s.M. Christiana Fligier - powoli otrzymywałam światło
Z biegiem lat zauważam coraz większe bogactwo historii mojego powołania. Znajduję nowe elementy, zaskakujące mnie samą. Z perspektywy czasu patrzy się nieco inaczej. Ujmując sam początek, stwierdzam, że nie myślałam o życiu zakonnym od dzieciństwa, całość rozgrywała się w granicach roku. Pierwsze zaskakujące, jak dla nastolatki myśli o tej drodze pojawiły się w Wigilię Bożego Narodzenia w klasie maturalnej. Wtedy to przyszła mi myśl, że to mogą być moje ostatnie święta spędzone z rodziną, jeśli zdecyduję się wstąpić do klasztoru. Przedziwne to jest, gdyż wtedy jeszcze nie znałam Sióstr Służebniczek, a jednak myśli takie się pojawiały. Jednocześnie marzyłam o studiowaniu anglistyki i dostaniu się na dobry uniwersytet. Życie toczyło się dalej, nie myślałam o życiu zakonnym intensywnie, po prostu czasem się to pojawiało. Pierwszy znak odczytałam wtedy, gdy moja koleżanka poznała Siostry Służebniczki na rekolekcjach i opowiedziała mi o nich. Pomyślałam: może to Zgromadzenie, do którego mam wstąpić? Jednak, gdy rodzice dowiedzieli się o moim pomyśle wyruszenia na Śląsk do Sióstr na skupienie (a pochodzę z Wielkopolski), kategorycznie mi zabronili, a były wtedy zimowe ferie. Sprawę tą zostawiłam, stwierdziłam, że pojadę po maturze. Tak też się stało, mówiąc prosto uparłam się, że muszę tam pojechać. A w sercu brzmiało: muszę wreszcie poznać, czy to jest miejsce dla mnie przeznaczone, zatem muszę, chcę tam jechać. Powoli otrzymywałam światło zachęcające mnie do wstąpienia do klasztoru, pragnienia, by tam pozostać, a działo się to w czasie wakacji, podczas których w klasztorze w Panewnikach byłam 3 razy. Najtrudniejsza okazała się reakcja rodziców i rodzeństwa. Nie chcieli tego bardzo mocno, bali się rozłąki i pewnej straty. Bóg jeden wie, ile walk trzeba stoczyć, ile różnych przeciwności, by spełnić swe posłannictwo. Zrezygnowałam też ze studiowania, a byłam już przyjęta na uniwersytet. Z łaską Bożą i z pomocą wielu ludzi, ich modlitw wstąpiłam do Zgromadzenia 8 września 2007r., zaś dziś stoję u progu ślubów wieczystych będąc szczęśliwą siostrą zakonną -Oblubienicą Jezusa Chrystusa, za co On Sam niech będzie uwielbiony!

 

s.M. Marietta Szymańska - Bóg posługuje się ludźmi
  Za każdym razem, kiedy dziękuję Bogu za łaskę powołania zakonnego, w szczególny sposób dziękuję Mu również za kapłanów, bo to właśnie przez nich posłużył się Bóg w moim życiu. Bo nikt  inny jak właśnie kapłan, świadectwem własnego życia pomógł mi poznać Jezusa. Zbliżyć się do Niego i wejść z Nim w relację oraz jak dobry jest Bóg i jak bardzo mnie kocha. Bo nikt inny jak kapłan dyskretnie towarzyszył mi swoją modlitwą w czasie rozeznawania głosu Bożego i podejmowania decyzji... Po trzecie, nikt inny jak właśnie kapłan, był obecny w momentach trudnych, kiedy zadawałam sobie pytanie czy to na pewno moja droga, czy Bóg chce, abym Mu poświęciła całe moje życie w stanie zakonnym, czy to jest Jego wolą, a może inna jest Jego Wola. Tak więc rzeźbił mnie oraz powołanie którym mnie obdarzył skutecznym narzędziem, którym się posługiwał i którym okazał się być nikt inny jak właśnie kapłan. Wdzięczna Bogu za dar powołania oraz wszystkich kapłanów, których postawił na drodze mojego życia.

X

 

s.M. Agata Ziaja - sprawy niemożłiwe i łaska Boża
Patrząc z perspektywy 10 lat kroczenia z Jezusem drogą życia zakonnego z każdym dniem odkrywam, że dar powołania złożony w me ręce to ogromna tajemnica umiłowania i wybrania mnie przez Boga, której tak do końca nie da się opisać słowami. Pochylając się nad momentem, kiedy „wszystko się zaczęło” widzę, że wśród przeróżnych pomysłów na to, kim chcę być, co chcę robić w przyszłości żaden mój plan nie dawał mi tyle radości, co myśl by być Siostrą Służebniczką, by należeć tylko do Boga. Fundamentem, na którym ziarenko powołania złożone w me serce mogło się rozwijać, był klimaty mojego rodzinnego domu, to Rodzice wprowadzili mnie i moje siostry w świat wiary i dbali o jej rozwój. Później należąc do grupy Dzieci Maryi prowadzonej przez nasze Siostry, miałam okazję zobaczyć z bliska jak one żyją, czym się zajmują. Mimo pojawiających się myśli o życiu zakonnym nigdy tak do końca nie brałam na serio takiego życia, uważałam, że to nie droga dla mnie, że inni nadają się bardziej. Momentem przełomowym było dla mnie świadectwo jednej z Sióstr podczas pieszej pielgrzymki na Jasną Górą- wtedy wyraźnie zobaczyłam, że pojawiające się we mnie pragnienie poświęcenia się Bogu w życiu zakonnym jest tym, czego w Swej miłości zapragnął dla mnie sam Bóg. Doświadczenie ogromu Miłości Boga, uzdolniło mnie by na ten dar odpowiedzieć, moją kruchą miłością. Dziś wiem i nieustannie tego doświadczam, że Bóg jest Panem rzeczy - po ludzku- niemożliwych i że On angażuje się w moje życie na 100%, zapraszając mnie nieustannie do miłości większej i pełniejszej...

 

 

s.M. Lilianna Puciłowska - miłość niczego nie wyklucza
Pierwszym słowem, które nasuwa mi się myśląc o powołaniu jest słowo-UMIŁOWANIE. To ON-Bóg, który tak bezgranicznie mnie ukochał, umiłował, ciągle jest wierny i niesamowity w Swej dobroci. W miarę upływającego czasu moje patrzenie na powołanie jest ciągle nowe i dynamiczne, jak Bóg i Jego Miłość. Ta głęboka i osobista relacja daje nowe oczy i przemienia serce. To tajemnica, która na swój początek w Sercu Boga. „Zanim ukształtowałem cię w łonie matki znałem cię.”  Zanim cokolwiek się stało, Bóg już mnie znał dogłębnie, już miał dla mnie wspaniały plan... Żyłam w wieczności Boga, w Jego Sercu. Miłość mnie chciała i chce, Miłość mnie wydobyła i mi towarzyszy. Po 10 latach bycia z Nim, ciągle na nowo zaprasza do wybierania i bycia wierną Temu Umiłowaniu. Ono nie wyklucza też cierpienia, łez, bólu... To wszystko jest wręcz konieczne. To należy do całości, by życie było prawdziwe, by miało autentyczny smak życia i było przeżywane w pełni. Poprzez codzienność Pan uczy mnie nieustannie, że dla Niego nie nic niemożliwego i że z Jego łaską dzieją się cuda. Tak jak w życiu Maryi, od której wszystko się zaczęło. To Ona zaprowadziła mnie do Jezusa. Pokazała i ciągle na nowo pokazuje, na czym polega to prawdziwe oddanie. Gdy zabrakło mojej mamy ziemskiej, Jej zawierzyłam wszystko. To Ona właśnie od tego momentu stała się w pełni Mamą mojego powołania i życia. W Jej Sercu jest zawsze bezpieczne schronienie. Bycie Jej Służebniczką to moja wielka radość!!! Bądź uwielbiony Panie za szczególne umiłowanie! Cała Twoja na zawsze przez Serce Niepokalanej!

 

s.M. Marietta Polak - palące pragnienie
Wracając myślę do momentu, w którym usłyszałam wezwania Pana do wyłącznej służby, przychodzą mi do głowy słowa Tereski od Dzieciątka Jezus „Wszystko jest łaską”. Każdy dzień w klasztorze to dla mnie wielka łaska. W przybliżaniu się do Jezusa, by Go poznać i pokochać pomogła mi grupa oazowa, do której należałam jak i również Dzieci Maryi, prowadzone przez Siostry Służebniczki przy mojej parafii na Wesołej. Dzięki temu mogłam tez przyglądać się pracy sióstr i ich życiu, które oddały się na służbę Bogu i ludziom. Pamiętam, że zawsze fascynowała mnie ich prostota życia i sposób, w jaki podchodziły do dzieci. Myśląc o darze powołania do życia konsekrowanego, mogłabym porównać go do ognia, który Pan składa do wybranej duszy i pragnie, aby jak najszybciej zapłonął. To pragnienie „pali się” gdzieś głęboko w sercu i wzywa do odpowiedzi. Mijający czas i lata szkoły średniej pokazywały mi, że nie mogę i nie jestem wstanie ugasić tego ognia, trawiącego mnie od środka. Przyznam się tak szczerze, że początkowo towarzyszył mi pewien lęk, iż ja nie będę wstanie wypełnić tak odpowiedzialnego zadania. Podczas modlitwy, gdy rozeznawałam czy ten głos, który słyszę gdzieś w sercu jest, aby prawdziwy, długo nie rozumiałam tego, co dzieje się we mnie i do dziś jest to dla mnie wielką tajemnicą. Z biegiem czasu Jezus wypełniał mnie radością i pokojem w taki sposób, iż nie wyobrażałam sobie życia bez Niego. On pragnął, aby ten ogień zapłonął- i ja przyjęłam zgadzając się by „palił się” we mnie.  Pan zaprosił mnie na drogę ze sobą. Dzięki prowadzeniu Słowu Bożemu i wielu dobrym ludziom, którzy towarzyszyli mi na drodze rozeznawania, dziś jestem szczęśliwą Siostrą Służebniczką. Pragnę, aby ten „Ogień”, którym obdarował mnie Pan, płonął do końca mojego życia, dając ciepło, światło i poczucie bliskości Pana i Jego Najświętszej Matki Maryi Niepokalanej, każdemu, kto spotka się z darem miłości służebnej.

 

 

s.M. Serafina Osidacz - Bóg wie co, kiedy i komu dać
  Przyszłam na świat 8 kwietnia 1990r. w Krysowicach, na Ukrainie. Na chrzcie świętym otrzymałam imię Marianna. Moje pierwsze spotkanie z siostrami Służebniczkami nastąpiło 1999r., kiedy siostry przyszły do nas na parafię. Nie miałam żadnego pojęcia, czym się zajmują siostry i na czym polega ich życie. Pewnego dnia moje koleżanki poprosiły mnie o to bym poszła z nimi do sióstr. Ta wizyta początkowo nie napawała mnie radością, lecz ostatecznie się zgodziłam i dzięki temu poznałam siostry. Nie pamiętam za wiele z tego spotkania. Ale wiem, że wróciłam do domu i dzieląc się ze spotkania z siostrami powiedziałam rodzicom, że też zostanę taka siostrą. Rodzice się tylko uśmiechnęli, bo widzieli, że jestem jeszcze zbyt mała żeby podejmować jakieś decyzje... pewnie jeszcze mi się wiele rzeczy zmieni. I tak lata mijały, a w moim sercu cały czas były myśli o klasztorze. Miałam wielkie pragnienie, a by oddać swoje życie Jezusowi i służyć Bogu, jako siostra służebniczka. Raz po raz to pragnienie zmieniało na swojej sile. Ale przyszedł w końcu czas, aby podjąć decyzje. Podczas Wigilii w 2006 roku powiedziałam rodzicom, że idę do klasztoru. Był to prezent dla moich rodziców pod choinkę. Po usłyszeniu tej informacji rodzicom było bardzo trudno, bo mieli dla mnie inne plany. Tato chciał, bym poszła na studia wojskowe, bo wcześniej marzyłam o byciu celniczką graniczną. Był to dla nas trudny czas. Mimo trudności ja jednak trwałam przy swojej decyzji. W styczniu odbyły się rekolekcje, w których wzięłam udział. Pewnego wieczoru z koszyczka Słowa Bożego wylosowałam ważny dla mnie cytat, który miał mi towarzyszyć przez cały rok. Były to słowa: „Pójdź za Mną, a zostaw umarłym grzebanie ich umarłych”. To była dla mnie odpowiedź i potwierdzenie od Pana Boga, wtedy już wiedziałam wszystko. W ostatni dzień rekolekcji postanowiłam powiedzieć siostrom o mojej decyzji. Już w marcu miałam możliwość rozmowy z Matką, podczas której ustaliłyśmy datę mojego wstąpienia do Zgromadzenia. Czas od marca do lipca był dla mnie trudnym czasem. Było wiele pokus, aby zmienić swoją decyzję, ale starałam się nie poddawać. W końcu przyszedł ten dzień – 6 lipca 2007 rok,  w którym przekroczyłam próg klasztoru w Leśnicy. Obecnie przygotowuję się do ślubów wieczystych. Bardzo się cieszę z mojej decyzji, jestem szczęśliwa w życiu zakonnym. W klasztorze otrzymałam imię siostra Maria Serafina. Jednym z cytatów naszego Ojca Założyciela, który jest mi bliski są słowa: „Jeżeli z błotnistych bagien i dzikich zarośli nadwodnych wyrastają tak śnieżnej i czystej białości kwiaty, czemużby i pośród zaniedbanych, a nawet zagrzęzłych  wiosek naszych nie miały bezpiecznie wykwitać czyste dusze Służebniczek Najświętszej Panny?”.
Kończąc pragnę skierować jeszcze kilka słów do młodych dziewczyn, które w swoim sercu słyszą głos Boga: Nie bójcie się zostawić wszystkiego dla Boga. On wie co, kiedy, komu dać. Zawierzcie Mu całe swoje życie. Odwagi. Nie bójcie się. Jezus się będzie troszczył o Was.