Rozważać Słowo z Maryją czy iść za tłumem mądrzejszych od Boga?
Rozważać Słowo z Maryją czy iść za tłumem mądrzejszych od Boga?

Bóg nie był na pierwszym miejscu. Pojawiło się zabieganie o opinię tłumu. Czy to nie dziwne? „Bali się tłumu”, a nie bali się, albo za mało się bali Boga. W kręgu rozważania Słowa Bożego z Maryją.


Serdeczna więź

„Lecz Maryja zachowywała wszystkie te sprawy i rozważała je w swoim sercu” (Łk 2,51). Jakże pięknej postawy uczy nas w tych dniach Maryja. Choć wielu spraw, słów i wydarzeń nie rozumie, jednak zachowuje je w sercu i rozważa. Podkreślmy, że Maryja zachowuje słowo w sercu. Wszak przystanią Słowa Bożego jest serce. Maryja, choć nie rozumie, zachowuje i rozważa Słowo, ale rozważa Je w sercu. Słowo dotyka jej serca, dotyka jej codzienności. Słowo porusza i rozgrzewa jej serce, rozświetla i przemienia – przewraca jej codzienność. A Maryja na to pozwala, by Słowo konfrontowało jej serce i jej codzienność. Wszak jest to Słowo BOGA. Nie jest to słowo przypadkowej osoby, ale słowo BOGA.

Troska o „tłum” czy o Słowo?

Natomiast na kartach Biblii spotykamy też innych ludzi, jak: arcykapłani, uczeni w Piśmie. Dla nich słowo Jezusa jest słowem człowieka, którego autorytetu nie uznają. Oni są mądrzejsi. Prawdziwy problem tych ludzi polegał na tym, że lekko traktowali (by nie powiedzieć lekko-ważyli, czyli lekceważyli) Boga i Słowo Boga. On przychodził do nich w różnych obliczach: przez człowieka, przez wydarzenia, obrazy. Ale oni Go nie dostrzegali i nie rozpoznawali. Bóg nie był na pierwszym miejscu, lecz w ich życiu pojawiło się zabieganie o opinię tłumu, najważniejsza była troska o pozyskanie sobie tłumu; troska o wizerunek w oczach ludzi stała się ważniejsza od troski o odtwarzanie w sobie obrazu Boga. Czy to nie dziwne? „Bali się tłumu”, a nie bali się, albo za mało się bali Boga. W swoim życiu stracili odniesienie do Boga i pozostało im tylko odniesienie do tłumu. Kiedyś nazywano ich ojcami, bo rodzili ludzi dla Boga; dziś muszą się domagać, by ci sami ludzie nazywali ich ojcami. Kiedyś byli nauczycielami i tak ich nazywano, bo głosili Słowo Boga; dziś troszczą się o swoją popularność, głoszą samych siebie i muszą się domagać, by ludzie nazwali ich mistrzami.

Nasze wybory

Trzeba i nam dziś zapytać: do jakiej postawy mi dziś bliżej: do Maryi, która nie tylko słucha słowa ale nim żyje? Czy do tych drugich, którzy również słowo słyszą, ale nie ma ono żadnego wpływu na ich życie? Bóg rodzi się dla mnie codziennie: w Eucharystii, Liturgii godzin, Słowie Bożym, adoracji, relacjach – czy ma to wpływ na moje życie, wartościowanie? Czy noszę Boga w sercu i zachowuję, by stawać się coraz bardziej Bożym?


Dzisiejsze Słowo nie tylko diagnozuje to, co trudne. Słowo Boga dziś odkrywa przed nami to, co w nas jest najgłębszym pragnieniem. Nawet wówczas, gdy zabiegamy o wiele spraw, o opinię i uznanie jakiegoś tłumu, największym pragnieniem naszego serca pozostaje pragnienie Boga. Chciejmy wpatrzyć się w Maryję, która poszła za najgłębszym pragnieniem swojego serca. Wybrała Boga. Postawiła Boga na pierwszym miejscu. Słowu Boga nadała najważniejsze miejsce, otworzyła na Słowo swe serce i swoją codzienność, doświadczając owoców takiej decyzji. Ona, która zaufała bezgranicznie Bogu, zachęca nas do postawienia Boga i Jego Słowa na pierwszym miejscu.


s.M. Laureta Kobylińska