Podróż po wiedzę
Podróż po wiedzę

Pomimo dokuczliwego zimna i śniegu 18 dzieci z przedszkola SISEM w Edmonton udały się na wycieczkę do pobliskiej polskiej piekarni i muzeum lotnictwa. Oczywiście zawiózł nas wszędzie śliczny żółty autobus, o którym każdy przedszkolak w Kanadzie marzy (dopóki nie pójdzie do szkoły i ten sam autobus będzie go woził rano przez następnych naście lat).

 

 

Dzieci od paru dni przygotowywały się do tej przygody. Dlatego tak dobrze nam poszło! Po przyjeździe do piekarni Bałtyk, powitała nas pani Kasia (mama naszej Weroniki). I od razu wzięliśmy się do roboty. Ugniataliśmy drożdżowe ciasto na pyszne bułeczki z owocami. Dzieci były tak zajęte, że nawet nie miały czasu na narzekanie, że już bolą ich nogi. Stoły w piekarni były dość wysokie dlatego podstawiliśmy dzieciom wiadra z dżemem czy kakao, na których mogły się wspiąć nieco wyżej. Po upieczeniu drożdżówek i ciastek dzieci usiadły na swoich wiadrach i dostały małe i zdrowe „conieco” - Arbuza i truskawki. A gdy skończyły jeść dały koncert gry na ... wiadrach. By nie było im nudno w oczekiwaniu na wypieki Pani Kasia zabrała nas także do sklepu mięsnego obok. Tam podziwialiśmy sznury kiełbasy i piec do wędzenia szynki. Panowie byli tak zachwyceni dziećmi, że dostaliśmy wszyscy po kawałku dobrej polskiej kiełbasy.

 

 

 

Po powrocie do piekarni zjedliśmy nasze bułeczki, a resztę zapakowaliśmy do domu. I ruszyliśmy w dalszą podróż po sąsiedztwie. Czyli na nieczynne już lotnisko, gdzie tata Piotrusia – Pan Lech oprowadził nas po hangarach i pokazał maszyny, które pamiętają jeszcze naszych pra-pradziadków. Zabrał nas do warsztatu, gdzie reperują wraki samolotów. A także do stymulatora lotów, gdzie każdy mógł spróbować polatać samolotem. Oczywiście nasze loty kończyły się w większości „twardym lądowaniem”.

 

 

 

Na koniec Pan Lech pokazał nam prawdziwy luksusowy samolot z lat 90-tych. Siedzieliśmy na skórzanych krzesłach i wymienialiśmy się miejscami w kabinie pilotów. Po wejściu na pokład Ellisowi zrzedła mina i chciał wracać do mamy. Myślał bowiem, że naprawdę gdzieś się wybieramy.

 

 

Zmęczeni i szczęśliwi wróciliśmy na zasłużony obiad. Pełni wrażeń jedliśmy nasze bułeczki na podwieczorek dzieląc się tym, co każdemu z nas się podobało. Ciepło i życzliwość ludzi rozgrzała ten zimny pierwszomajowy poranek!

 

Z pozdrowieniami siostry z Kanady