Podarunek na zawsze: świadectwo pielęgniarki
Podarunek na zawsze: świadectwo pielęgniarki

11 lutego obchodzimy Światowy Dzień Chorego. Papież Franciszek w tegorocznym orędziu na ten dzień przypomina, że ”myślenie organizacyjne i miłość wymagają tego, aby była szanowana godność człowieka chorego i żeby był on zawsze stawiany w centrum procesu leczenia”. Spróbujmy spojrzeć na ten temat okiem pielęgniarki a zarazem osoby konsekrowanej.


Pielęgniarstwo – sztuka przebywania z człowiekiem

 

W ten kolejny Światowy Dzień Chorego chciałam podzielić się swoją refleksją na temat powołania personelu medycznego, a w szczególności pielęgniarki. W moim przekonaniu pielęgniarstwo jest swoistym rodzajem powołania i misją. Jest dyscypliną, której trzeba się nieustannie uczyć i nigdy nie będzie można powiedzieć, że edukację w tym zakresie się już skończyło, bo tak, jak można być mistrzem i fachowcem w wykonywaniu medycznych procedur, to czy tak samo można opanować sztukę przebywania z człowiekiem?


Co ma wspólnego pielęgniarka z malarzem czy rzeźbiarzem?


Florence Nightingale- pionierka pielęgniarstwa mówiąc o tym zawodzie i charakteryzując pielęgniarkę porównała tę pracę do twórczości malarza czy rzeźbiarza. Mówiła, że pielęgniarstwo jest sztuką i ma stawać się sztuką, a to wymaga gruntownego przygotowania i ogromnego oddania, tak jak twórczość wszystkich sztukmistrzów. Florence mówiła: „A cóż znaczy praca nad martwym płótnem lub zimnym marmurem w porównaniu z pracą nad żywym ciałem - świątynią Ducha Świętego?” oraz chciała by „pielęgniarstwo było dobrą pracą, wykonywane dzielną ręką, kierowaną jasnym umysłem, inspirowaną kochającym sercem.” I choć jest to zawód naznaczony poświeceniem i wymagający, to może stać się dla nas źródłem ogromnej radości, satysfakcji i spełnienia, jeśli tylko zechcemy się na tę przestrzeń otworzyć.


Nie ma przypadkowego drugiego człowieka


Każdy napotkany człowiek, pacjent, ma odrębną osobowość, wewnętrzne uzdolnienia, osobiste cechy, świat uczuć i ja jako towarzysz drogi mogę czerpać z jego bogactwa. Uważam, że niejednokrotnie takie spotkania „przypadkowego” człowieka stają się dla pielęgniarki i otoczenia ogromnym ubogaceniem, a jest to podarunek na zawsze i jest on istotniejszy i większy niż wszystko to co osoba może zapisać w testamencie, spadku lub materialnie przekazać. I na tej drodze cierpienia drugiego człowieka być może my stajemy przy nim właśnie po to, by stać się jakby odbiciem tego drogocennego daru oraz okazać mu wdzięczność, szacunek i podziw dla niego i jego życia?


A może warto człowiekowi podziękować i powiedzieć, że zostaliśmy obdarowani, ponieważ doświadczyliśmy czegoś, co pozostanie w naszym życiu jako danym nam od niego drogowskaz?

S. M. Filipa Ryguła