Pamięć, która wzmacnia korzenie
Pamięć, która wzmacnia korzenie

Historia pamiętana mądrze, z otwarciem na „dziś” staje się światłem na rozumienie współczesnych kształtów otaczającego nas świata.

 

Cześć pamięci!  …nie tylko bohaterom. A może właśnie bohaterom, lecz nie tym z półki współczesnych celebrytów lecz z poziomu radykalnego świadectwa życia i wiary. Naszymi bohaterkami są nasze siostry, które 60 lat temu zdały egzamin z wierności. Ich świadectwo zakorzenione w Bogu, przyszło składać w ciemny czas komunizmu, gdy stalinizm niszczył w Polsce wszelkie przejawy wolności i niezależności. Pierwszym wrogiem do zwalczenia, mającego niechybnie nastąpić „raju” w komunistycznym świecie, był Kościół.

 

W ramach sukcesywnej i zaplanowanej walki, po aresztowaniu Prymasa Wyszyńskiego w 1953 roku,przyszedł czas na zakony. Po wojnie dla wielu Zgromadzeń, w tym także dla wspólnoty służebniczek śląskich, nastał nowy okres zarówno wzmożonej pracy jak i trudnych przemian.  Nowa geografia zgromadzenia, w której na powrót na terenie jednego państwa znalazła się większość domów wraz z domem generalnym; ponadto stopniowe usuwanie sióstr z przedszkoli i szpitali budziło pytania o przyszłość wspólnoty. Jednak zdecydowanie dotkliwsza próba miała dopiero nadejść.

 

Władza państwowa rozpoczęła realizowanie akcji o kryptonimie X-2. Akcja oznaczała docelowo zlikwidowanie zakonów z ziemi Polskiej, a próbką przebiegu akcji miały stać się wspólnoty zakonne na tzw. ziemiach odzyskanych. Akcja była bardzo dobrze przygotowana i przemyślana. Działano z zaskoczenia aby nie wzbudzać buntów społecznych, gdyż komuniści wiedzieli jakim autorytetem cieszyło się życie zakonne wśród ludzi. Na  ziemiach „odzyskanych” wszystkie dobra kościelne i zakonne uznano za dobra poniemieckie, które przechodziły na własność państwa. W myśl tego postanowienia wszystkie domy własne zgromadzenia na terenie Śląska Dolnego i Opolskiego (66 domów) wraz z nieruchomościami i gospodarstwami rolnymi - stały się odtąd własnością państwa - łącznie z domem macierzystym w Porębie i ówczesnym domem generalnym  w Leśnicy Opolskiej.

 

2 sierpnia 1954 roku - tego dnia wezwano przełożoną generalną Matkę Demetrię Cebula do Urzędu Wojewódzkiego we Wrocławiu, gdzie wręczono jej zarządzenie Prezydium Wojewódzkiej Rady Narodowej oraz zarządzenie Ordynariusza Wrocławskiego o wysiedleniu sióstr i likwidacji domów. Zarządzeniem objęto 120 domów liczących 471 sióstr z diecezji wrocławskiej i opolskiej. Jednocześnie zażądano od przełożonej generalnej wyrażenia zgody na wysiedlenie sióstr i likwidację placówek.  Matka Demetria argumentowała: Zarzut niemieckości dotyka nas bardzo boleśnie, ponieważ Zgromadzenie Służebniczek NMP jest typowo polskim tworem, wyrosłym na gruncie polskim, z potrzeb polskiego ludu pod zaborami i rozwijającym swą działalność prawie wyłącznie na terenach polskich. Założyciel Edmund Bojanowski przeszczepił je na Śląsk z Wielkopolski właśnie w celach polonizacyjnych. Stwierdzamy bolesny fakt, że Bismarck prześladował Porębskie Siostry za polskość, Hitler w 1941 wywiózł Porębę za polskość, a obecnie spotyka nas zarzut rewizjonizmu niemieckiego….Zarzut ten jest niezgodny z prawdą i krzywdzący. Przełożona Generalna podpisu pod zgodą na wywózkę sióstr stanowczo odmówiła.

 

Do akcji wysiedleńczej przystąpiono już od najwcześniejszych godzin rannych 3 sierpnia i to we wszystkich domach równocześnie. Siostry były zupełnie nieprzygotowane i bardzo zaskoczone. Do poszczególnych domów przyjeżdżały kilkuosobowe komisje Rad Narodowych. wręczając pismo Wojewódzkiej Rady Narodowej i Kurii Biskupiej. Od tej chwili Siostrom nie było wolno wyjść poza dom. Siostry otrzymały rozkaz natychmiastowego pakowania rzeczy. W razie oporu ze strony sióstr, wynoszeniem rzeczy zajęła się komisja. Pomiędzy wysiedlonymi domami znalazł się  nowicjat w Porębie, liczący 14 nowicjuszek. Autobusami z napisem „Wycieczka” wywożono siostry do Krzeszowa pow. Kamienna Góra. Bolesny był zwłaszcza fakt, że  urzędnicy w swym bezprawnym postępowaniu powoływali się na decyzję władz kościelnych, co w przypadku matki Demetrii nie było prawdą.

 

Dnia 5 sierpnia 1954 przewieziono wszystkie siostry z Krzeszowa do obozów pracy w Wieliczce (80 sióstr), Staniątkach  (dwa obozy, łącznie 294 siostry), Stadnikach (80 sióstr). Siostry z Poręby przewieziono bezpośrednio do Stadnik. Wśród nich także nowicjat. W każdym z tych miejsc urzędował administrator, zaś główny nadzór nad całością sprawował kierownik Powiatowego Referatu dla spraw wyznań w Krakowie. Przez pierwszy miesiąc siostry otrzymywały bezpłatne utrzymanie. Następnie musiały utrzymywać się samodzielnie. Siostry zarabiały szyjąc (przy niewielkiej ilości maszyn i sióstr krawcowych) zlecone przez spółdzielnię krawiecką prace. Funkcjonował akordowy system pracy, przy bardzo wygórowanych normach. Oprócz szycia, np. w Staniątkach siostry pracowały także w PGR.  Siostrom nie było wolno nigdzie samym wychodzić. Jeżeli zdarzyła się konieczność opuszczenia obozu, każdej siostrze zawsze towarzyszył administrator. Prawie każdego miesiąca do obozów pracy przychodzili urzędnicy UB, by z niektórymi siostrami przeprowadzać wywiady odnośnie życia, pracy oraz samopoczucia. Chodziło funkcjonariuszom służb bezpieczeństwa o wyszukanie „donosicielek”. 

 

Jeżeli chodzi o życie duchowe w czasie pobytu w obozach pracy, siostry miały zapewnioną opiekę duchową. Jednak posługujący duchowni byli poddawani stałej inwigilacji z obowiązkiem agitacji okolicznej społeczności zgodnie z dyrektywami władzy ludowej. Wywieziona wspólnota nowicjuszek zdołała odbyć w obozie rekolekcje, a także przeżyć złożenie pierwszej profesji. Niemniej do obozów przyjeżdżali również księża patrioci, którzy wygłaszali siostrom konferencje na tematy polityczne. Jednak siostry odnosiły się do nich bardzo nieufnie.

 

Od momentu wywiezienia sióstr do obozów pracy przełożona generalna M.Demetria Cebula czyniła starania u władz państwowych za pośrednictwem władz kościelnych o zwolnienie sióstr z obozów i przywrócenie zlikwidowanych domów. Zmiana przyszła dopiero wraz z wypuszczeniem z więzienia Pryma Tysiąclecia w 1956 roku.

 

W  październiku tego roku  Prokuratura doniosła siostrom  przebywającym w obozach pracy o uzyskaniu pełnej swobody poruszania się i zwrot wszystkich zabranych budynków, w tym niektórych niezwłocznie, zaś pozostałych po ich opróżnieniu. Nadto te osoby, które wyrażają chęć wyjazdu za granicę, uzyskają możność takiego wyjazdu.

 

Powrót sióstr z obozów następował stopniowo. Większość wyjechała w grudniu 1956 roku, ostatnie w lutym 1957 roku. W klasztorach zajętych przez Państwo znajdowały się różne instytucje jak ośrodki zdrowia, przedszkola, prezydium, mieszkania osób prywatnych, itp. Po powrocie sióstr nie wszystkie domy zostały oddane. Do dnia stycznia 1957 r. siostry przejęły 77 domów częściowo, pozostałych 42, pomimo starań Zgromadzenie już nie uzyskało. Wśród zabranych i nie odzyskanych aż do 1991 roku znalazła się również Poręba - kolebka sióstr służebniczek na Śląsku.

 

Zachowując pamięć o wiernej postawie naszych poprzedniczek, poczujmy się na nowo wezwane do umiłowania naszych korzeni, z których wyrastamy i przez które umacniamy swoją charyzmatyczną tożsamość.

 

sM. Dąbrówka Augustyn

 

Marecki Józef, ks., Zakony pod presją bezpieki. Aparat bezpieczeństwa wobec wspólnot zakonnych na terenie województwa krakowskiego 1944-1975, Kraków 2009.

Raina Peter, Losy sióstr zakonnych w PRL. Wusiedlenie, obozy, uwolnienie 1954-1956, Warszawa 2004.