Modlitwa jak łańcuch bezpieczeństwa
Modlitwa jak łańcuch bezpieczeństwa

 

 

„Różaniec to łańcuch bezpieczeństwa, na stromej skale szczytów. Nie wolno się zatrzymać na żadnej tajemnicy. Trzeba iść dalej. Bo pełnia życia jest u szczytu”. Kardynał Stefan Wyszyński

 

Październik – miesiąc modlitwy różańcowej. Szansa, dar, a może zadanie... „Różaniec to modlitwa (…) przedziwna w swej istocie i głębi” pisał Jan Paweł II. Modli się na nim Ojciec Święty i zwykły wierzący. Odmawiają go pielgrzymi i zakonnicy wędrujący krużgankami klasztoru. Robi się go ze szlachetnych kamieni, drewna i kawałków więziennego chleba. Zawiera zarówno teologiczną głębię, jak i prostotę, która zdumiewa przez wieki. Uczy wytrwałości, pokory i oddania. Noszony jest przy zakonnych habitach, dyskretnie trzymany w kieszeni lub tak po prostu – na palcu…

 

Modlitwa różańcowa „pulsuje” tym, co miało miejsce podczas Zwiastowania, każde Ave to przypomnienie owego fiat, które przeplata się przez każdą różańcową tajemnicę. Na tle Pozdrowienia Anielskiego razem z Maryją możemy  rozważać główne momenty z życia Jezusa. W każdej dziesiątce też przez Jej Serce oddawać wszystkie sprawy naszego życia – zarówno te radosne, jak i bolesne.

 

Ojciec Jacek Salij pisze o Różańcu, że „jest to modlitwa paradoksalna”, bo zanosi się w niej bardzo wiele słów, ale jej niejako założeniem jest to, żeby nie mówić w niej do Boga ani jednego słowa od siebie. Różaniec to szkoła, w której używa się języka serca. To modlitwa, która wycisza i otwiera na to, co sam Bóg ma nam do powiedzenia.

 

W jednej ze swoich homilii kardynał Joachim Meissner dał następujące świadectwo o umiłowaniu przez niego modlitwy różańcowej: „Gdy umrę pewnego dnia, kanonicy katedry w Kolonii ściągną mi z palca pierścień biskupi, wyjmą z rąk laskę pasterską i zdejmą krzyż biskupi. Wszystko to oddadzą do skarbca katedralnego. Ale w moim testamencie jest napisane: Swój różaniec chcę zabrać do trumny, bo jest on rękojmią mojej wiary, mojej nadziei i mojej miłości. Chcę go pokazać Matce Bożej, aby po nędzy tego życia zaprowadziła mnie do Jezusa, błogosławionego owocu swego łona”.

 

Pozwólmy więc, by i w naszej codzienności „zdrowaśki” odmierzały czas, by pomogły nam odnaleźć Tego, który jest w centrum tej modlitwy – Jezusa Chrystusa. 

 

sM. Edyta Kapij