Co znaczy być kobietą – żoną - matką?
Co znaczy być kobietą – żoną - matką?

Co znaczy być kobietą – żoną - matką? Wyjazd mam przedszkolaków z Warszawy do Tyńca.


W dniach 10-12 marca 2017 roku miałyśmy możliwość uczestniczyć w wyjeździe - rekolekcjach, dla mam dzieci chodzących do Przedszkola Ochronki Sióstr Służebniczek NMP przy ul. Dobrogniewa oraz ich przyjaciółek. Temat przewodni brzmiał  „Co znaczy być kobietą – żoną - matką w dzisiejszym świecie?” na podstawie pism Edyty  Stein. Gościli nas Ojcowie Benedyktyni z Tyńca, a konferencje prowadził o. Konrad Małys OSB. Był to piękny czas odpoczynku i regeneracji zarówno ciała, jak i ducha. Pomagał w tym urok opactwa oraz klimat rozmodlenia ojców oraz ich uprzejmość i gościnność.


Jeden z ojców oprowadził nas po klasztorze, a dzięki modlitwom z mnichami w ciągu dnia, mogłyśmy włączyć się w rytm życia zakonnego.  W czasie konferencji ojciec Konrad mówił m. in. o zmianach w klasztorze na przestrzeni  lat, o życiu jako wzroście i rozwoju oraz o odmienności kobiety i mężczyzny, która przejawia się między innymi  innym stosunkiem duszy do ciała. Zwracał uwagę na to, że specyfiką kobiecej duszy jest dawanie prymatu osobom nad rzeczami. 

 

Warto obejrzeć filmik

 

Ojciec Konrad mówił również o trudach związanych z rozeznawaniem tego, co ważne w życiu. Dawał wskazówki, że jeżeli rozeznanie jest dobre, to zawsze jest poczucie sensu a wysiłek nie idzie na marne. O krzyżu mówił, że po ludzku jest przegraną, wchodzeniem w śmierć,  ale zawsze w poczuciu sensu drogi, którą się wybiera i ostatecznej nadziei zwycięstwa. Jego słowo pomagało wchodzić w Wielki Post, ale też przeglądać się w swoim życiu i swoim wyborom. Słowa ojca, a także dużo czasu na modlitwę sprzyjały refleksji, z której w wielu z nas zrodziła się potrzeba sakramentu pokuty i pojednania, na którą ojcowie Benedyktyni chętnie odpowiedzieli, umożliwiając spowiedź i rozmowę.


Poza możliwością wglądu w siebie i odpoczynku, pobyt w Tyńcu zaspokajał też potrzebę wspólnoty oraz bycia z innymi. Mogłyśmy ją realizować w czasie posiłków, a także czasu wolnego. Był on szansą na lepsze poznanie się nawzajem i odkrycie, jak każda z nas jest różna w aspekcie macierzyństwa, zawodu, pasji. W tej różnorodności mogłyśmy być razem i świętować. Szczególnie w czasie uroczystej, sobotniej kolacji, w trakcie której mogłyśmy poczuć się szczególnie i wyjątkowo. Okazało się, że były wśród nas panie, które są śpiewaczkami w klasie sopranu i zgodziły się zaśpiewać, co było kolejną szansą do uczestnictwa w pięknie i rozkoszowania się nim.


Nasze oko cieszyły widoki na zakola Wisły i tereny tynieckie, nasze uszy cieszyły śpiewy benedyktyńskie (i inne),  nasze podniebienie smakowało wyśmienitych potraw, a nasz duch karmił się Słowem Bożym i sakramentami.  Szansą na przedłużenie Tyńca w Warszawie był sklep z przysmakami benedyktyńskimi oraz księgarnia, do której ryzykownie było wchodzić,  bo każda pozycja zachęcała do jej kupna:)

Danka Pichla ( mama 6-tki dzieci)